
Credit: kwiaty: The Creative Company, fonts: Scriptina
Credit: kwiaty: The Creative Company, fonts: Scriptina
Credit: background by Gisela, clock, flowrers by AgaWa
Credit: tło-Scrappy Pony Designs, koła-Chistina Renee, kwiaty-Aprilmouse,banieczki-Symphonie, zawieszka-Maria Designs
Credit: everything by Dallien
fonts: by Bouille, VNI-Thufap3
Choć listopad zagościł na stronach kalendarza, to zdjęcie jest październikowe. A na zdjęciu - człowieczek, który chodzi własnymi ścieżkami. I wygłasza komunikat: "Tam tuptam!" i nie ogląda się za siebie, i nie boi się upadku, zaginięcia ani wszelkiego zła tego świata.
Credit: everything with the exception of paper (by Web Designz by Kristi) and stamp (by myself) - by Scrap'Anges.A na deser - zdjęcie Macieja zrobione latem. Inspiracja: JPo
Credit: all by Goth_Kittie
Dzisiaj coś nowego - pieczątki! Można nimi opieczętować scrapka, kartkę, zdjęcie... Pieczątki powstały w dwóch wersjach językowych i dwóch wariantach: z rokiem 2008 i 2009, a wyglądają tak:
Do ściągnięcia tutaj.
Do ściągnięcia tutaj/Download here.
Do ściągnięcia tutaj.
Do ściągnięcia tutaj/Download here.
Jeśli się Wam spodobają, jeśli ich użyjecie to miło mi bedzie zobaczyć Wasze prace. Przyślijcie je!
Nadal tkwię w jesiennych klimatach. Ciągle na tapecie jest Hania. A to dlatego, że ją łatwiej jest uchwycić na zdjęciu. Maciej unika aparatu i trudno go złapać inaczej niż tyłem. Niemniej jednak czasem jakieś jego zdjęcie da się wykorzystać - z takim oto skutkiem:
A teraz Hanusia - po raz kolejny:
Wszystkie dodatki pochodzą z zestawu Martencji.
Napis "Jesień" - wykonanie moje, czcionka Scriptina, inspiracja Martencja.
Dałam sobie spokój ze stachanowskimi zapędami. Wczorajsze popołudnie spędziłam na dolce far niente. Wyrzuty sumienia zostawiłam za progiem pracy, wyrzuciłam daleeeeeeko nim przekroczyłam próg i nim wyszłam wprost w październikowe, popołudniowe słońce. A wieczorem posiedziałam przy komputerze, wreszcie pogadałam z Olą i - zrobiłam to:
Wszystko jest mojej produkcji, mojego wykonania. Font: VNI-HLThuphap. No, jedynie przy "zrobieniu" Hani pomagał mi Małżyk. Bez niego nie byłoby jej przecież :)
Końcem września byłam na spacerze z dzieciakami. Szał zbierania kasztanów dopadł nas na całego - do domu przytargaliśmy 10 kg pięknych, lśniacych kasztanków. Nie sposób się im oprzeć, nie sposób nie podnieść. Cieszą oczy, znalezione w torebce wywołuja usmiech, wymacane w kieszenie wzbudzają wspomnienia.
Niech ktoś mi powie, że nie są magiczne!
I dlatego zestawik...
Można z niego skorzystać klikając tutaj
Miłego scrapowania!!!
Zmęczyło mnie życie. Ostatnio spada na mnie dużo więcej niż zazwyczaj obowiązków i najzwyczajniej nie wyrabiam. Na szczęście sukcesiki też są - od dwóch nocy łoże małżeńskie stało się z powrotem łożem małżeńskim! Hana wyprowadzona do własnego, "dorosłego" łóżka!!! Bez protestów, bez sensacji - pełna akceptacja nowej rzeczywistości!!! A żeby była równowaga, wstawiam scrapka z Maciejem. Scrapa, który powstał w ubiegłym roku w wakacje, który kuleje pod wieloma względami, ale - lubię go.
Credits:
tło: by Jade_T, koło - wycięte z tła MonaLisy, szycia - AgaWa, guziki - "Envolée de papillons" par Newlife, guziki z obwódką - by jcrowley, zielona wstążka i serduszko, sznurek, tasiemka - by petit moineaux, guziki przyszyte na krzyż - Leah Riordan Designs, guziki serduszka - Maria Designs, tag - by Tabrizia, zdjcia - AgaWa
Zrobiłam to samo - raz jeszcze, tym razem po angielsku. Wyszło, jak wyszło. Sami oceńcie:
A gdyby komuś miał się ten kalendarz przydać, to można go porwać stąd.
Miłego scrapowania!
Wreszcie znalazłam chwilę na to, co lubię - na scrapki. Tym razem przygotowałam się do zrobienia kalendarza na 2009r. Postanowiłam podzielić się swoimi wypocinkami - może komuś się przyda. Jest to "kalendarz uniwersalny", w którym bardzo łatwo dostosować miesiąc do własnych potrzeb usuwając niepotrzebne dni w danym miesiącu. A wygląda to tak:
Jeśli ktoś chciałby wykorzystać kalendarz, może ściągnąc go klikając tutaj.
A jeśli ktoś go wykorzysta, to proszę, niech się pochwali, co? :)
Hurrra! Doczekałam sie weekendu. Nie powiem, że poszło łatwo. po drodze zaliczyłam 10-godzinny maraton mówienia, którego skutkiem jest nieziemski ból gardła. Organizacyjnie wysiadam, nie łapię tych wszystkich sznurków, które powinnam trzymać w garści. Kontakty interpersonalne też pod psem - wczoraj czułam się jak prowadząca w jakimś konkursie audio-tele: mówiłam, prosiłam, a nikt nie odpowiadał, choć wszyscy wiedzieli jakie jest rozwiązanie.
Na szczęście dziś udało mie ise dostać na audiencję do Pana Gradowej Chmury i - o dziwo - zostałam przyjęta życzliwie!!!
Byle tak dalej!
Doba jest za krótka, a sen to piekielny wynalazek. Zabiera kupę czasu i jest taki fajniutki!
Powitałam nowe. Szef - Pan Gradowa Chmura, nie wiadomo kiedy zagrzmi, kiedy błyśnie (intelektem bądź humorem) albo kiedy rzuci piorunem. Buuu. Biurokracja i papierologia przerasta mnie. Komputery miały ułatwić pracę, a służą za maszynę do pisania. Papiery, papiery i jeszcze raz papiery. Zobaczymy jak to będzie dalej.
A najgorsze, że odbywa się to kosztem dzieci. Moje trzyletnie pierworodne zakomunikowało mi, że już nie jest moim synkiem i że od teraz jest synkiem babci A. A gdy przyjechało do domu - z babcią A. - od progu wołało: "Mamusiu! Przyjechaliśmy opiekować się Hanią jak ty będziesz w pracy". Ha-ha-ha! ;( Opiekować się!
Hmm...
Czekać?
Tak, czekać. Na wakacje! Na urlop. Na Boże Narodzenie, ferie, Wielkanoc - cokolwiek.
Odwiedziła mnie Joanna Chmielewska. Rozmawiałyśmy pijąc kawkę, pani Joanna paliła papierosy (była pierwszą osobą, która paliła w naszym mieszkaniu!), było bardzo sympatycznie.
Niespodziewanie do domu wrócił mój kochany Małżyk:
- Dzień dobry! - wsunął łepetynę do pokoju.
- Dzień dobry - odpowiedział mój gość nie wyjmując papierosa spomiędzy palców.
- Ale pani jest podobna do tej pisarki! Widziałem ją ostatnio w telewizji! - zabłysnął Małżyk.
- Nie jest pan pierwszym, który mi to mówi - zaśmiała się pani Chmielewska i z chochlikiem w oku uśmiechnęła się do mnie.
- Żona ma nawet jej książki! - galopem pobiegł do drugiego pokoju, by po chwili wrócić do nas tryumfalnie potrząsając książką "Upoważnienie do szczęścia". Katarzyny Grocholi.
Jak tu nie mieć dobrego humoru?
Drugi wpis. Zapał zamienił się w pustkę. Głowa pełna pomysłów staje się pusta w konfrontacji z "tu i teraz". Tak czasem bywa, że umiejętności nie są w stanie sprostać wyobrażeniom. A w moim przypadku dochodzi szybkie wypalenie, dlatego wielu rzeczy, za które się biorę, nie kończę. A biorę sie za wiele rzeczy, które moi bliscy określają mianem "dłubaniny": szydełko, haft krzyżykowy, frywolitki, zabawki i ozdoby z koralików, a ostatnio scrapbooking komputerowy, bo na tradycyjny nie mam (na razie) warunków. A oto mała próbka tego, co robię.
Credit: tło - by AgaWa, brązowa ramka - by Shabby Princess, zielona tkanina - by SM (koloryzowane), szycie by Mullemaus, kamienie by Gerti, by Scrapladies, guziki - Raspberry Road Design, czcionka - Herbert, doodle - by Lina (koloryzowane).
Oto mój blog. Blog.
Czuję się nieswojo. Od zawsze notowałam, zapisywałam, upamiętniałam, wiec to, że założyłam bloga jest naturalna koleją rzeczy. Różnica polega na tym, że do tej pory moje zapiski czytałam tylko ja. Albo i nie czytałam hihi ;) Dlatego czuję się nieswojo.
Ciekawe, na ile sobie pozwolę? Na ile bedę chciała pokazać siebie? A może pójdę w stronę kreacji nowego świata? Tego jeszcze nie wiem. Czas pokaże.
A tych, którzy tu zajrzą, serdecznie pozdrawiam i zachęcam do zaznaczania swojej obecności, komentowania i - być może - wracania!