Hurrra! Doczekałam sie weekendu. Nie powiem, że poszło łatwo. po drodze zaliczyłam 10-godzinny maraton mówienia, którego skutkiem jest nieziemski ból gardła. Organizacyjnie wysiadam, nie łapię tych wszystkich sznurków, które powinnam trzymać w garści. Kontakty interpersonalne też pod psem - wczoraj czułam się jak prowadząca w jakimś konkursie audio-tele: mówiłam, prosiłam, a nikt nie odpowiadał, choć wszyscy wiedzieli jakie jest rozwiązanie.
Na szczęście dziś udało mie ise dostać na audiencję do Pana Gradowej Chmury i - o dziwo - zostałam przyjęta życzliwie!!!
Byle tak dalej!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz