Najpierw trzeba sporządzić listę rzeczy, które należy zabrać. Następnie ta lista jest wieokrotnie weryfikowana po to, by podczas wakacji i tak stwierdzić, że nie mamy tego, co teraz jest potrzebne, za to mamy masę rzeczy zbędnych w 100%. Później przychodzi pora pakowania, upychania, składania i bezsensownych wysiłków spamiętania gdzie co jest. Wreszcie wyjazd. Kilka godzin obserwacji zmieniającego się za oknem krajobrazu i... nareszcie wakacje!
Pewnie byłyby to wakacje, bo i rozrywki inne niż w domu, i towarzystwo nowe, i miejsce atrakcyjne, ale... dzieci własne! Na szczeście większość czasu dzieci dbały same o siebie, a my dbaliśmy, by dzieci nie zmarły z głodu. Zaaferowane intensywnością doznań zapominały o jedzeniu!
Chociaż nie mogłam leżeć plackiem i wchłaniać przez skórę niszczące moje DNA fotony (które zarazem tworzyły coś, co się zwie opalenizną), chociaż wieczorne wyjście z Małżem ograniczyło się do ogrodu (bo potomki zasnęły), chociaż zwiedzanie kończyło się na nienudnych dla potomków placach zabaw, torach saneczkowych i lodziarniach itp. (bo wszystko, co warte zwiedzenia zobaczyliśmy 7 lat temu chi-chi-chi!), to i tak wakacje należą do udanych. Gdyby jeszcze ktoś zechciał mnie po pwrocie rozpakować i oprać... Niemniej jednak chwile spędzone wspólnie są najcenniejsze! Bo to tylko nasz czas!!! A najwspanialsze było oglądanie szczęśliwych twarzy naszych potomków!
Oto potomkini, która nie mogła oderwać się od baniek mydlanych i odkrywała uroki pływania:


A gdy już zaczęłam zabawę z maskami, to zrobiłam ich więcej! Oto one:

Na zakończenie czarujacy zestaw Scrapment Votre "Parfum de rose". Jest uroczy, pełen różu, czerni i bieli. Zrobiłam z niego dwie prace, w które włożyłam zdjęcia Hanki:


- I to by było na tyle!

1 komentarz:
Just a quick note to let you know that a link to this post will be placed on CraftCrave in the DigiFree category today [27 Jul 12:00pm GMT]. Thanks, Maria
Prześlij komentarz